| ![]() | ||||||||||||||||||||
![]() ![]() | ![]() |
| Strefa Kibica |
poniedziałek, 1 czerwiec 2009 Podziękowania... Piszę te słowa 31 maja, czyli praktycznie w ostatnim dniu mojej umowy z klubem ze Słupska. Sezon zakończony i podsumowany, wszystko rozliczone i policzone. Na tym blogu na zakończenie sezonu chciałem jednak jeszcze coś dodać. A będą to podziękowania. I to "po nazwisku", choć oczywiście w skrócie. A więc dziękuję: - Prezesowi Andrzejowi Twardowskiemu - za szansę i profesjonalizm. - Trenerowi Gasperowi Okornowi - za wynik i intensywność. - Trenerom pozostałym - za bycie zawsze na miejscu i ukraińskie poczucie humoru (to do Ciebie, Witalij!). - Dawidowi Bocianowi - za to, że nadal nie wygrał ze mną w trójkach oraz za ozon oczywiście. - Grzegorzowi Ślusarowi - za emocje związane z występami w kabinie na Gryfii. - Marcinowi Sroce - za postępujący kapitanat i podnoszenie adrenaliny. - Pawłowi Malesie - za przykładową pracę i odpowiedź na trudny moment. - Marcinowi Dutkiewiczowi - za pozytywne podsumowanie. - Pawłowi Leończykowi - za spory postęp, który - nie wiadomo czemu - mało kto zauważył. - Bojanowi Bakiciowi - za łatanie dziur i przewrotki. - Mateo Kedzo - za trójki i powrót po kontuzji. - Demetrikowi Bennettowi - za rozwój i krosouwery. - Antonio Burksowi - za stritpassy i gootchie. - Chrisowi Bookerowi - za refleksyjną naturę nieufnego środkowego. - Omarowi Barlettowi - za włączenie się w trudnej roli. - Mantasowi Cesnauskisowi - za trud w trudnej roli zmiennika, którego kibice nie doceniają. - Rolando Howellowi i Jayowi Straightowi - za otrzeźwienie. - Jackowi Ingramowi i Łukaszowi Ratajczakowi - za pożegnanie z sensem. - Hubertowi Pabianowi i Patrykowi Przyborowskiemu - za uzupełnienie. - juniorom STK Czarni i trenerowi Robertowi Jakubiakowi - za fajne zwieńczenie sezonu i przyszłościowe myśli. - Wszystkim zawodnikom ogólnie i szczególnie - za poczucie, że to wszystko miało sens i za pracę, która nas poniosła w górę. - Ich agentom - za niezliczone konwersacje mniej lub bardziej na temat. - Ekipie biurowej klubu STK SSA oraz pani rzecznik - za to, że obcy czuł się jak u siebie. - Posłowi Zbigniewowi Konwińskiemu oraz panu Jerzemu Gierzyńskiemu z rady nadzorczej - czyli najbliższym "sąsiadom" w pierwszym rzędzie Gryfii. Bo zawsze tam byli. - Kolegom dziennikarzom z różnych mediów mniej lub bardziej lokalnych - za przypomnienie mi, jak fajnie może smakować praca w prawdziwie lokalnych mediach oraz za - nieliczne niestety - sparingi pod koszem. - Wielkiej grupie osób, których powyżej nie wymieniłem, a które poznałem dzięki pobytowi w Słupsku. Głównie rzeszy kibiców, którzy - jak pokazali nie tylko w tym sezonie, ale teraz mogłem to zobaczyć z bliska - potrafią. - A wszystkim i każdemu z osobna - za najciekawszy rok w życiu. Co dalej? 1 czerwca jest dzień dziecka i to wiem na pewno. Jeśli ktoś pyta, to odpowiadam: chciałbym nadal pracować w Słupsku. Na razie jednak to niewiadoma. Dlatego ten blog tutaj zostaje zawieszony. Do zobaczenia i raz jeszcze: DZIĘKUJĘ. 11:31:29, adrom , Komentarze (1) środa, 13 maj 2009 Ostatni mecz (w Słupsku) Jedno zdanie/twierdzenie: "To ostatni oficjalny mecz koszykarzy w Słupsku aż do października..." Jak Wam się to widzi? Oczywiście, ten sezon kiedyś musiał się skończyć. Oczywiście, trwa już i tak długo, w sumie nawet nie wiem, czy nie najdłużej w historii słupskiej koszykówki... (Po sprawdzeniu w archiwum - rekord w tym sezonie nie padnie, drugi mecz o trzecie miejsce z Polpakiem odbył się 17 maja 2006 roku; ale ten sezon to drugi wynik...). Oczywiście, gramy w maju, jesteśmy w elicie elit, ale chciałoby się, żeby jeszcze dało się grać. Ale oczywiście się nie da, więc dobrze by było, żeby ta edycja ENERGI CZARNYCH Słupsk 2008/2009 zakończyła się pozytywnym akcentem. I żebyśmy w czwartek mogli zaplanować jeszcze jedną, także ostatnią, podróż na mecz - do Włocławka na spotkanie decydujące. Po ostatnim meczu we Włocławku posypały się na zespół i klub gromy. Słusznie poniekąd, bo przegrywać 30 punktami nie powinniśmy. Bo graliśmy słabo. I tak dalej, i tak dalej, wiele na ten temat powiedziano. Jednak - zawsze jest jakieś jednak... :) Huśtawka nastrojów wokół tego zespołu jest w tym sezonie straszliwa. Niektórzy kończyli już sezon w listopadzie, niektórzy na początku stycznia, niektórzy, kiedy okazało się, że w pre-play-off gramy z Basketem Kwidzyn. Ach, pamiętam też głosy z września, z okolic turniejów przedsezonowych, że nic z tego nie będzie. A jednak jest i każdy chyba z odwiedzających Gryfię w tym sezonie wyniesie z tych rozgrywek wiele emocji. Była walka o finał, były dwie zwycięskie serie play-off, a wcześniej dawno nie widziane w Słupsku poczucie "niezwyciężalności" ENERGI CZARNYCH, trwające przez osiem kolejnych meczów na przełomie rundy zasadniczej i pre-play-off. Całe kilka długich tygodni. Jest elita elit, czwórka potęg PLK. Dla mnie niemało, ale... Ale teraz dochodzimy do ostatniego aktu, zawsze ważnego przed wyjściem z teatru. Ta klęska we Włocławku moim zdaniem dodaje nawet posmaku środowemu (godzina 18.30!) meczowi numer dwa z Anwilem. Dlaczego? Gdyż nie wiadomo, co się stanie. Czy stać nas jeszcze na zryw? Czy jesteśmy w stanie ich zatrzymać? Czy pokonamy własne słabości? Dla mnie to są pytania bez odpowiedzi. Kto je zna, naprawdę, niech nie przychodzi i niech nie wspiera. Nauczyłem się w tym sezonie czuć emocje z rozgrzanej i pozytywnej Gryfii, więc chyba warto, abyśmy wszyscy tak właśnie zapamiętali to miejsce przed długą letnią przerwą. Niech Czerwona Twierdza raz jeszcze będzie piekłem! Jeszcze dwie sprawy: 1. Wtorek w Sopocie. Kto widział, ten wie, o czym mówię. Kiedy jest wiara i pomysł, wszystko jest możliwe. Turów zrobił coś niesamowitego, powielił nasz wyczyn z meczu numer 1 półfinału. Niech to będzie dla nas wskazówka. Niech to będzie nauczka, że i z lepszym wygrać można. 2. Sporo czasu spędziłem w ostatnich dniach na rozmowach z zawodnikami, z trenerami, z prezesem. Najciekawszym momentem tych dyskusji była URAZA, z jaką zareagował jeden z naszych zaoceanicznych przyjaciół na pytanie, czy mamy jeszcze żądzę wygrywania i motywację do gry z Anwilem w środę. To nie było zdawkowe "Gramy do końca", "Bardzo chcemy", "Będziemy walczyć". To był GNIEW, że ktoś może sugerować, iż koszykarz ENERGI CZARNYCH Słupsk nie pragnie zwycięstwa do ostatniej minuty meczu w serii play-off, że mógłby odpuścić, że mógłby nie chcieć i nie wierzyć... Pozbyłem się resztek wątpliwości, jeśli w ogóle je miałem... I dlatego... Nie wiem, czy wygramy w środę o 18.30 z Anwilem Włocławek. Nie wiem, czy zdobędziemy brązowe medale, aby dołączyły do kolekcji zainuagurowanej w 2006 roku... Ale wiem, że warto być w Gryfii w ten dzień, a później (po meczu, wieczorem), bez względu na wynik, spotkać się w SWITCH Clubie, aby pogadać o tym, co się działo i co się dziać będzie. W gronie przyjaciół, których połączyła słupska koszykówka. Będziecie? Zatem do zobaczenia. 09:38:47, adrom , Komentarze (0) sobota, 25 kwiecień 2009 Końca nie widać! Wchodząc dzisiaj (w sobotę) na Gryfię - w takim sobie nastroju po piątkowej porażce i długogodzinnym analizowaniu meczu - spotkałem Marcina Srokę. Kapitan przywitał się jak zwykle grzecznie i dziwił się, że pytam Jak jest?. No bo według niego normalnie jest. Nic się jeszcze nie stało, rywalizacja jest daleka od końca, jest tylko 1:2 i mamy przed sobą mecz we własnej hali. Inni zawodnicy? To samo. Z wielką nadzieją na 2:2. W opiniach wszystkich, także oczywiście mojej, jedno się powtarza. Czapki z głów przed Turowem. Za to, że to zespół klasowy, z zawodnikami znakomitymi, dobrze przygotowany, a nade wszystko grający po obu stronach parkietu w Meczu Trzecim bardzo dobrze. Ograł nas po prostu i zasłużenie prowadzi 2:1. Taki Krzysztof Roszyk zdobył tylko jeden punkt, a jednak za obronę przeciwko Demetricowi Bennettowi zasłużył na miano zawodnika meczu. Damir Miljković trafiał jak szalony. Inni trzymali wysoki poziom. Nawet junior Bartosz Bochno, kiedy wydawało się, że powinien się zapaść pod ziemię zagrał nagle kilka dobrych akcji. Każdy może mieć swój ogląd piątkowego meczu, ale pozwólcie, że przedstawię swój. Przez prawie 30 minut graliśmy dobrze w defensywie i mimo ogromnych kłopotów Bennetta potrafiliśmy nawiązać walkę atakiem. Zatrzymaliśmy kontry rywali, co jest ich znakiem firmowym. Była szansa na wygraną, mimo że graliśmy średnio. Kłopot bowiem polegał na skuteczności. Grający z bolesną kontuzją Mantas Cesnauskis nie był sobą, a inni też nie dawali tylu punktów co zwykle, nawet z czystych pozycji, nawet z wolnych. Na dodatek z powodu fauli obaj nasi rozgrywający nie mogli grać tego co zwykle. Liczba meczu to 4 zaledwie trafienia za trzy, najmniej w sezonie w tym składzie (czyli od stycznia). A jeśli jeszcze przypomnimy sobie, że dwa trafienia padły w samej końcówce czyli po meczu (w wykonaniu Bojana Bakicia i Huberta Pabiana) to praktycznie rzuciliśmy ledwie dwie trójki w tym meczu. Z naszym stylem gry tak się nie wygra. W czwartej kwarcie Turów w pięciu pierwszych akcjach pokazał świetne przygotowanie na naszą obronę i po profesorsku rozegrał swoje akcje, trafiając z czystych pozycji. I to był koniec meczu, w tym momencie zabrakło punktów niezdobytych wcześniej. Brawa dla zwycięzców, mobilizacja dla pokonanych. I wiem, bo byłem i widziałem, że ta mobilizacja jest i że wiara w zwycięstwo i dłuuugie jeszcze granie z Turowem w zespole ENERGI CZARNYCH istnieje. A także, że zespół nadal jest razem, co dotyczy także Omara Barletta, który decyzją trenera nie zagrał w piątek ani minuty (motywowane to było wyłącznie formą i przydatnością wobec tego właśnie rywala), ale w sobotę jak wszyscy był w pełni zmobilizowany i gotowy do dalszej pracy. Mam więc nadzieję, że NA CZERWONO spotkamy się znów w niedzielę o godzinie 16 i znów Gryfia będzie piekłem i znów powalczymy o wyrwanie wygranej lepszemu zespołowi, jakim jest Turów. Stać nas na tę wygraną. Zróbmy to razem, Panie i Panowie! A jeśli wygramy, to wszystkich nas czeka nagroda - pewny w takim wypadku jeszcze jeden półfinałowy mecz w Gryfii - spotkanie numer 6. PS. Dla tych, co podzielili już skórę na niedźwiedziu (albo raczej na Panterze)... Także dla tych, którzy są zdziwieni, że w półfinale mogą występować zespoły lepsze od ENERGI CZARNYCH i zawodnicy o klasie wyższej niż ci, których my byliśmy w stanie sprowadzić... A także dla tych, którzy uważają, że nasz zespół w tym sezonie nic nie osiągnął i gra słabo... Tym wszystkim polecam w niedzielne popołudnie spacer. Pogoda jest piękna! Może uda się wam spotkać tych, którzy chcieliby być jeszcze w grze, tak jak my jesteśmy... 20:27:55, adrom , Komentarze (3) piątek, 10 kwiecień 2009 Czwórka! To jest nasze miejsce... A więc stało się. Jesteśmy w czwórce. Pierwszy raz w historii słupskiej koszykówki pokonaliśmy dwie rundy rywalizacji seryjnej. Pierwszy raz w historii słupskiej koszykówki klub z "Grodu Nad Słupią" będzie uczestniczył w rywalizacji do czterech wygranych... To niemało i warto się cieszyć. Głosy na temat naszej rywalizacji z Kotwicą Kołobrzeg słychać różne. Jedno jest dla mnie najważniejsze - nic nie jest w stanie zepsuć mi/nam radości z tego wywalczonego - absolutnie nie podarowanego - sukcesu. Zbyt wiele działo się w tym sezonie, zbyt wiele osób nas spisało na straty, żebym się kłopotał rzeczami pobocznymi. Jesteśmy w czwórce i to jeszcze nie koniec. A w kilku sprawach związanych z naszą obecną sytuacją wypowiem się w punktach: 1. Sebastian Machowski i jego zespół - duże brawa. Zespół przygotowany, zmotywowany, z pomysłem na grę. Zawodnicy grający powyżej swoich możliwości, skuteczni, przygotowani fizycznie. Świetni Paweł Kikowski i Dawid Bręk, nie do zatrzymania Sefton Barrett i trzech wysokich z wielką skutecznością. Dali z siebie wszystko i warto to docenić. I tyle, nic więcej. Tym większe brawa dla naszego zespołu i trenerów, że z tak dobrym rywalem wygraliśmy w czterech meczach. A rywal był unikalny i naprawdę ciężki. Zapytajcie jakiegokolwiek trenera - bardzo ciężko przygotować taktycznie zespół, kiedy rywal na każdej pozycji ma strzelców. Na tym polegał sukces Kotwicy w tym sezonie i dzięki temu sprawili nam ogromne kłopoty. 2. Słyszę wiele słów współczucia dla klubu z Kołobrzegu. Zgadzam się na nie, ale w połączeniu z wielkim podziwem dla prezesów klubów, które z kryzysu wyszły obronną ręką. Wobec problemów, które zabiły Kotwicę, stanęły praktycznie wszystkie kluby. Po to Andrzej Twardowski jest prezesem ENERGI CZARNYCH, żeby w takiej sytuacji (połączonej jeszcze z powszechnie znanymi naszymi grudniowymi problemami sportowymi) dobrą pracą wyjść z kłopotów i - to też element sportu - pomóc swojej drużynie w walce o sportowe laury. Po to sezon trwa tak długo, żeby nagrodzeni zostali ci, którzy pracują dobrze i grają coraz lepiej. I za to zwycięzcom należą się chyba gratulacje i docenienie. 3. Dodaję oczywiście do tego wszystkiego hasło - NIECH KOTWICA PŁYNIE DALEJ. Życzę wszystkim w Kołobrzegu - od kibiców po prezesów - żeby im się udało i za rok abyśmy mogli znów spotkać się w jakiejś niesamowitej serii meczów. Grać z Wami to przyjemność. 4. Kilka słów o Gryfii. Owszem, nie podobało mi sie momentami, że kibice już przed rywalizacją z Kotwicą zajmowali się dzieleniem miejsc w półfinale, a każde dobre zagranie naszych rywali było przyjmowane rozczarowaniem (bo jest ich tylko pięciu i w ogóle). Ale prawda całości obrazu jest taka, że Twierdza Gryfia DAŁA RADĘ. Była z zespołem, kiedy przegrywał, pomagała, kiedy było źle. To był świetny doping! I nie pozostało to bez znaczenia na wynik, uwierzcie mi. Dziękuję. 5. Gasper Okorn miał w czwartek urodziny i prezent sam sobie sprawił. Wiele można napisać o tym człowieku, ale ograniczę się tylko do kilku zdań. Kto twierdzi, że nasz sztab szkoleniowy nie spisał się na medal w ostatnich 30 dniach, niech w ogóle do mnie nie podchodzi. Byliśmy przygotowani i wygraliśmy. Wyszliśmy z dużych kłopotów. Nie traciliśmy panowania nad sytuacją i nie daliśmy się ponieść ciężkiej czasami do opanowania chęci do zmian, kiedy nie idzie. Graliśmy swoje i swoim wygraliśmy. Tak jak z Kwidzynem. 6. Kolejna sprawa z tym związana. W ostatnich 32 dniach graliśmy aż 10 meczów, trenerzy mogli przeprowadzić w tym czasie tylko 7 treningów kontaktowych (reszta to mityngi i treningi rzutowe), a jednak skutki były bardzo dobre: 8 wygranych, 2 porażki. I zaręczam, że tę dawkę zmęczenia było widać po zespole już w czwartek, także dlatego mieliśmy pod górkę. W tym samym czasie Kotwica zagrała przecież tylko 8 meczów, a na przykład taki Turów zaledwie pięć. Mamy więc za sobą ostre przetarcie i to na pewno sie przyda w morderczej serii półfinałowej, w której w 17 dni możemy zagrać 7 meczów. A mamy teraz aż 9 dni na przygotowania do półfinału, z czego kilka najbliższych zużyjemy na bardzo potrzebny zespołowi i zasłużony odpoczynek. 7. Teraz czeka nas rywalizacja z PGE Turowem Zgorzelec. Więcej o tym na pewno w przyszłym tygodniu. Dwukrotny wicemistrz Polski to zespół bez słabych punktów, mający w składzie wielkie nazwiska i szeroką ławkę. To zespół klasowy, który w tym sezonie przegrał u siebie tylko dwa razy (z Anwilem Włocławek i PBG Basketem Poznań), a wszystkich pozostałych rywali w hali przy ulicy Maratońskiej praktycznie miażdżył. Dość powiedzieć, że w miarę równo grała tam tylko Kotwica (minus 11) i... ENERGA CZARNI Słupsk (minus 9). Nikt nie twierdzi, że jesteśmy faworytem. Nikt nie mówi, że coś musimy, albo że coś na pewno zrobimy. Ale możemy! Ale chcemy! To jest dobra wiosna dla ENERGI CZARNYCH i aż do ostatniej sekundy ostatniego meczu półfinału będzie wielka walka. To mogę obiecać. 8. I na koniec raz jeszcze. W sierpniu mówiłem, że czwórka to miejsce dla ENERGI CZARNYCH Słupsk. Wtedy różnie to było komentowane. Wiele się od tego czasu zdarzyło, ale JESTEŚMY W CZWÓRCE! To naprawdę miłe uczucie. I wszystkim, z którymi szliśmy tą drogą, bardzo dziękuję. I proszę o więcej, bo jest pewne, że stać nas na więcej. Zapraszam więc na mecze - do Zgorzelca zaproszą na pewno w niedzielę 19 kwietnia i dwa dni później miejscowi, ale już teraz mogę prosić o zarezerwowanie sobie czasu w piątek 24 kwietnia (godz. 20) i niedzielę 26 kwietnia (godz. 16). Wtedy spotykamy się w Gryfii i walczymy o finał! 16:01:22, adrom , Komentarze (2) wtorek, 7 kwiecień 2009 Mecze o spełnienie W środę i czwartek nie ma opcji! Potrzebujemy dwóch wygranych z Kotwicą Kołobrzeg, żeby awansować do półfinału PLK. Potrzebujemy dwóch wygranych ze zdobywcami Pucharu Polski, żeby mieć spokojną Wielkanoc. Potrzebujemy dwóch wygranych z zespołem Sebastiana Machowskiego, żeby w półfinale stoczyć wielką walkę o najlepszy sezon w historii klubu. Za nami pre-play-off, wielkie mecze, szalona walka, wiara i zwątpienie, a na końcu wielki finisz i sukces. Miejsce w ósemce zostało wywalczone, nikt go nam nie podarował. To było już dawno, ale nadal wzbudza pozytywne wibracje. Za to dwa pierwsze mecze ćwierćfinału w Kołobrzegu wzbudziły ogromne i sprzeczne emocje. Organizowany przeze mnie - wspólnie z Adamem Greczyło - turniej w Zakopanem (BWIN Mistrzostwa Polski Dziennikarzy) wyeliminował mnie z czwartkowego meczu. (W końcu kto mógł w styczniu przewidzieć, że turniej tańca towarzyskiego w hali Milenium może przyspieszyć nasze ćwierćfinałowe granie). Nie, żeby to miało jakieś szczególne znaczenie, w końcu jestem tylko człowiekiem z końca ławki... Ale jednak ten mecz zupełnie nam nie wyszedł. Obrona na poziomie w miarę normalnym (potwierdzają to wszystkie statystyki, nie tylko 70 straconych punktów), ale atak poniżej wszelkich norm. Nerwy udzieliły się wszystkim, ktoś komuś coś powiedział... Dzień później już na własne oczy widziałem różne dziwne rzeczy. Mecz? Dobry w naszym wykonaniu po obu stronach boiska, chociaż Kevin Hamilton zagrał po prostu perfekcyjnie. Wygrana - to liczyło się najbardziej. Ale zaczęło się od jakichś gonitw w wykonaniu naszego środkowego. Później była szybka ucieczka do szatni naszych graczy, co spotkało się z protestem kibiców. A na koniec sporo dyskusji na parkingu pod Gryfią... Dziwny dzień i dobrze, że dzisiejsze (poniedziałek) spotkanie kibiców z zawodnikami pozwoliło nam zakończyć te dziwne historie. Ach - był jeszcze opisywany dzisiaj w gazecie rzekomy incydent z udziałem trenera Okorna i mojej skromnej osoby. Dziwne, ale to także jakieś nieporozumienie. Zdenerwowała mnie końcówka, musiałem wstać z miejsca i wyjść na chwilę, trener zobaczył jakiś gest, potem podobno wykonał jakiś gest. Niestety, go nie widziałem, bo już mnie tam nie było. Na szczęście wynik końcowy dał nam wszystkim sporo oddechu. O meczach w Kołobrzegu możemy więc zapomnieć. Naprawdę liczy się tylko to, że jest 1:1 i możemy liczyć na szczęśliwe zakończenie trudnej serii ćwierćfinałowej. Nie jest to żadna asekuracja czy przesada, ale naprawdę rywalizacja z Kotwicą Kołobrzeg w jakimkolwiek składzie jest bardzo ciężkim zadaniem. Dobrzy gracze, swoboda, dobre przygotowanie. Jednak będziemy na nich gotowi, taktycznie, fizycznie i psychicznie, więc jestem głębokim optymistą. Przychodząc do pracy w ENERDZE CZARNYCH Słupsk, kiedy skład na ten sezon był już praktycznie zmontowany, miałem takie właśnie marzenie i cel jednocześnie: pomóc, żeby klub ze Słupska walczył o to, gdzie jest jego miejsce - w najlepszej czwórce Polskiej Ligi Koszykówki. I teraz jesteśmy o dwa kroki od wejścia do tej czwórki. Pracowaliśmy wszyscy - zawodnicy, trenerzy, ludzie z klubu, kibice - ciężko przez kilka miesięcy, żeby mieć tę szansę. Więc zróbmy wszystko, żeby tej szansy nie zmarnować. Panie i Panowie! Dajmy ognia! Na czerwono! 10:43:14, adrom , Komentarze (0) sobota, 21 marzec 2009 Prywatne nagrody subiektywne za sezon zasadniczy 2008/2009 Sezon zasadniczy zakończony - maksymalnie mordercze play-offy przed nami. Seria z Basketem Kwidzyn o wejście do ćwierćfinałów naprawdę będzie ciężka... Ale o niej będzie jeszcze czas pisać... A dzisiaj? Cóż... To taka siła przyzwyczajenia - sezon zasadniczy ligi się zakończył i mnie korci, żeby zrobić jakieś podsumowanie. Typki, przewidywania - to już może zaistnieć tylko w prywatnym, domowym zaciszu... Ale pozytywne nagrody, podziw dla rywali, którzy zaprezentowali coś fajnego w tym sezonie - czemu nie? Chyba pozycja dyrektora ds. sportowych Energi Czarnych Słupsk w tym nie przeszkadza, zwłaszcza że naszych zawodników nie brałem pod uwagę. A takie nagrody w końcu rozdawałem jako dziennikarz Gazety Wyborczej przez ostatnie 10 lat i szkoda byłoby taką tradycję przerwać (właśnie z tamtych tekstów są poniżsi Poprzedni zwycięzcy)... Ciekawe, czy Łukasz Cegliński coś też w tym roku rozda... Starałem się być obiektywny w swoim subiektywizmie. Wyeliminowałem negatywne kategorie, bo jako dyrektor w klubie po prostu doceniam to, co wśród rywali najlepsze. Czekam na uwagi i Wasze typy! A po zakończeniu play-off pewnie też sie nie powstrzymam i znów, jak od 1999 roku, coś tam swojego wybiorę. W końcu to tylko zabawa... Do zobaczenia podczas długiego słupskiego play-off!
MVP - najlepszy zawodnik David Logan, Sopot Najlepszy strzelec całej ligi, który gra w najlepszym zespole ligi. Czy ktoś inny może być MVP? Logan jest nie do zatrzymania, a w porównaniu z poprzednim sezonem podwoił (!) liczbę asyst. Mimo to jest oskarżany o samolubność - to swego rodzaju fenomen. Czy jest ktoś w Polsce, kto by nie chciał tego zawodnika w swoim klubie? Nie widzę... Najlepszy gracz PLK bez dwóch zdań! Poprzedni zwycięzcy: 2008 - David Logan, Zgorzelec; 2007 - Otis Hill, Włocławek; 2006 - Rick Apodaca, Świecie; 2005 - Otis Hill, Warszawa; 2004 - Goran Jagodnik, Sopot; 2003 - Eric Elliott, Ostrów; 2002 - Alex Austin, Inowrocław; 2001 - Raimonds Miglinieks, Wrocław; 2000 - Jerry Hester, Ostrów; 1999 - Antoine Joubert, Ruda Śląska.
Najlepszy nowy import Javier Mojica, Koszalin AZS zajął co prawda to samo miejsce co w poprzednim sezonie zasadniczym (więc Mojica nie dał klubowi postępu), ale z Portorykańczykiem rywale mieli kłopoty ogromne. Szybkość i sprawność imponujące, skuteczność również. Nie grał równo, ale to wciąż młody zawodnik i ma możliwości na wielką karierę w Europie. W tej rubryce można jeszcze rozważać Pata Burkea, Nikolę Jovanovicia, Drewa Naymicka, Erica Colemana i Quintona Daya... Poprzedni zwycięzcy: 2008 - Bobby Dixon, Świecie; 2007 - Patrick Okafor, Starogard; 2006 - Christian Dalmau, Sopot; 2005 - Brandon Brown, Inowrocław; 2004 - Lynn Greer, Wrocław; 2003 - Goran Jagodnik, Sopot; 2002 - Ed O'Bannon, Włocławek; 2001 - Josip Vranković, Sopot; 2000 - Charles O'Bannon, Wrocław; 1999 - Ainars Bagatskis, Bytom.
Najbardziej pamiętna akcja Końcówka Kwidzyn - Inowrocław Niewiele o tym. Po prostu coś niefajnego. Kto chce w sporcie przegrać, tego należy zapamiętać... Poprzedni zwycięzcy: 2008 - John Oden, Ostrów (alley-oop na wygraną z Prokomem); 2007 - Rashid Atkins, Sopot (zwycięski rzut w meczu ze Śląskiem); 2006 - Ron Johnson, Wrocław (rzut z połowy zmienia tabelę rundy zasadniczej); 2005 - Dante Swanson, Włocławek (świetna końcówka meczu w Słupsku); 2004 - Rolandas Jarutis, Polonia (trzy rzuty wolne zamiast dwóch i dogrywka w Inowrocławiu); 2003 - Dominik Czubek, Legia (faul w ataku i awantury w hali Legii); 2002 - Mariusz Bacik, Pruszków (omdlenie podczas meczu); 2001 - Harold Jamison, Wrocław (spudłowany celowo wolny, który jednak wpadł do kosza); 2000 - Michał Hlebowicki, Sopot (zbicie piłki z obręczy niesłusznie odgwizdane przez sędziów, które zabrało play-off Prokomowi); 1999 - Jacek Krzykała, Wrocław (słynny rzut Krzykały we Włocławku).
Najkorzystniejsza przemiana Przemysław Zamojski, Sopot Trudna kategoria, nie chodzi wcale tu o największy postęp. Tym razem najlepiej zmienił się Zamojski, który z ciekawostki, latającego w końcówkach i na rozgrzewkach fajnego chłopaka z końca ławki zmienił się w poważnego kandydata do reprezentacji Polski i zawodnika euroligowego. Oby nie osiadł na laurach. Poprzedni zwycięzcy: 2008 - Tomasz Zabłocki, Wałbrzych; 2007 - Iwo Kitzinger, Starogard; 2006 - Krzysztof Szubarga, Świecie; 2005 - Radosław Hyży, Wrocław; 2004 - Maciej Bielak, Lublin; 2003 - Tomasz Celej, Tarnów; 2002 - Andrzej Sinielnikow, Legia; 2001 - Walter Jeklin, Polonia; 2000 - Radosław Hyży, Tarnów; 1999 - Mariusz Bacik, Bytom.
Największe objawienie Adam Waczyński, Wałbrzych Nie mylić z debiutantem roku! Były właściwie tylko dwa - Waczyński i Marcin Nowakowski z Polonii Warszawa. Waczyński niby już się wcześniej gdzieś tam pokazał, ale dopiero teraz wiemy, że to już gracz. Nowakowski zadziwia tych, którzy przekreślą go rzucając okiem na szczupłego chłopaka z Kielc. O włos wyżej stawiam jednak wychowanka toruńskiego Waxu. Poprzedni zwycięzcy: 2008 - Piotr Dąbrowski, Kwidzyn; 2007 - Kamil Łączyński, Warszawa; 2006 - Kamil Chanas, Wrocław; 2005 - Łukasz Koszarek, Warszawa; 2004 - nie było; 2003 - Robert Witka, Włocławek; 2002 - Grzegorz Arabas, Ruda Śląska; 2001 - nie było; 2000 - Szymon Szewczyk, Szczecin; 1999 - Paweł Wiekiera, Stargard.
Najlepszy trener Sebastian Machowski, Kołobrzeg Chyba nie trzeba szerszego uzasadnienia. Kotwica jest trzecia w końcowej tabeli i to wielka zasługa umiejętności, kultury i sposobu bycia trenera Machowskiego. Brawo. Poprzedni zwycięzcy: 2008 - Saso Filipovski, Zgorzelec; 2007 - Saso Filipovski, Zgorzelec; 2006 - Aleksander Krutikow, Świecie; 2005 - Eugeniusz Kijewski, Sopot; 2004 - Mariusz Karol, Kraków; 2003 - Andrej Urlep, Włocławek; 2002 - Urlep, Wrocław; 2001 - Urlep, Wrocław; 2000 - Andrzej Kowalczyk, Ostrów; 1999 - Dariusz Szczubiał, Ruda Śląska.
Pierwsza piątka sezonu zasadniczego Łukasz Koszarek, Włocławek David Logan, Sopot Paweł Kikowski, Kołobrzeg Adam Wójcik, Poznań Pat Burke, Sopot Niech mi wybaczą w Zgorzelcu - tam po prostu mają równy zespół. O włos miejsce w piątce stracił Michael Ansley z Polonii, ciut słabszy jednak od Wójcika i lekko mniej groźny od Burkea. Koszarek i Logan chyba nie wymagają uzasadnienia, a Kikowski zaczął ten sezon słabo, a nagle w ostatni weekend listopada coś kliknęło i Paweł zaczął szaleć. Od tego czasu ma średnio 15,1 punktu na mecz w zespole, który jest w trójce. Imponujące. 10:07:25, adrom , Komentarze (4) środa, 18 marzec 2009 Na czerwono! Koniec jest już bliski! Oczywiście mowa o końcu sezonu zasadniczego, bardzo bogatego w wydarzenia, nawet jak na standardy klubu Czarni Słupsk, w którym przecież zawsze działo się ciekawie... Było przeciętnie, było słabo, a teraz jest nieźle. Ale żeby było naprawdę dobrze, potrzebujemy tej wygranej dzisiaj, w środę 18 marca. (Zwracam uwagę na nietypową godzinę meczu - 17.30). AZS Koszalin to rywal groźny, ale - tak jak we wszystkich kalkulacjach wokół tego meczu - trzeba zaznaczyć jedno: jeśli mamy walczyć NAPRAWDĘ o nasze cele w tym sezonie, nie możemy u siebie przegrywać takich meczów. Nie możemy też przegrywać w jakiejkolwiek serii (czy to do dwóch wygranych, czy to do trzech wygranych) z zespołami, które w sezonie zasadniczym przegrały 16 czy więcej meczów. To nie ma nic wspólnego z arogancją czy lekceważeniem przeciwnika. Gdybyśmy się obawiali takich przeciwników, to lepiej od razu nasze plany i marzenia odłożyć na półkę. Mobilizacja więc będzie pełna, kalkulacji zero... I oby tak jeszcze przez długie tygodnie. Chyba bowiem nikt nie dopuszcza myśli, żeby ten ciekawy sezon zakończył się dla ENERGI CZARNYCH już w marcu. A więc pomóżcie, a na pewno dostaniecie coś w zamian! Wszyscy na czerwono! Ja już czerwoną koszulę specjalnie na tę okazję zakupiłem i eksponować zamierzam. Oby to był wspaniały, pełen wielkich emocji i pozytywnego sportu wieczór. A później się zajmiemy tym, co będzie później. Do zobaczenia w Czerwonej Twierdzy! PS. Warto wygrywać, żeby dopisać drugi wynik w historii do takiej listy: 2007/08 - 11. miejsce - bilans 9-15 2006/07 - 5. miejsce - bilans 16-10 2005/06 - 4. miejsce - bilans 16-10 2004/05 - 9. miejsce - bilans 8-14 2003/04 - 9. miejsce - bilans 8-14 2002/03 - 7.miejsce - bilans 18-14 2001/02 - 9. miejsce - bilans 13-19 2000/01 - 7. miejsce - bilans 16-12 1999/00 - 5. miejsce - bilans 20-10 09:01:27, adrom , Komentarze (0) piątek, 13 marzec 2009 Teraz z mistrzem! W sobotę (czyli jutro w momencie, kiedy to piszę) mecz z mistrzem! O 18.00 w Gryfii gramy z Asseco Prokomem Sopot. Nie ma więc co się ociągać i trzeba trochę myśli zebrać. Przed Anwilem pomogło, to może i dzisiaj coś zdziałam. Jako młody ojciec - hurrrah! - mam więcej sił witalnych, więc może... 1. Najpierw ujęcie historyczno-statystyczne, czyli moje ulubione. Sprawdzaliśmy to podwójnie z Rafałem Szymańskim z Głosu Pomorza, żeby nie było pomyłki. Pytanie brzmiało: kiedy po raz ostatni zespół Czarnych Słupsk miał serię pięciu wygranych z rzędu, tak jak to ma miejsce obecnie? Innymi słowy - kiedy ostatni raz było tak fajnie? Odpowiedź nie okazała się oczywista. Szukaliśmy w sezonie brązowym - maksymalnie cztery wygrane z rzędu. Szukaliśmy rok później, kiedy było piąte miejsce - też nic. Okazało się, że taka seria - a nawet jeszcze o wiele lepsza - miała miejsce wczesną wiosną 2003 roku, a więc w sezonie 2002/03. Wtedy to po raz ostatni rozgrywano tak zwane szóstki, co właśnie wykorzystali Czarni do utworzenia serii wygranych. Zwyciężyli w dwóch ostatnich meczach rundy zasadniczej, a później w sześciu kolejnych meczach grupy o miejsca 7-12. A więc dawno! Czyli to, co obecnie przeżywamy jest naprawdę rzadkie! Kilka faktów o tamtej serii. Trenerem Czarnych był wówczas Tadeusz Aleksandrowicz, ale z powodu jego kontuzji na wyjazdach zespół prowadził Mirosław Lisztwan. Czarni wygrali wówczas kolejno z Unią Tarnów, Startem Lublin, Legią Warszawa, Spójnią Stargard, raz jeszcze Unią, Notecią Inowrocław, znów Startem i ponownie z Legią. Warto zwrócić uwagę, że żadnego z tych klubów dzisiaj nie ma w ekstraklasie! A skład? Bardzo ciekawy: Frank, Cywiński, Białek, Vaskys, Kriwonos, Wilson, Frasunkiewicz, Hajnsz, Cielebąk i Nosewicz. Hmmm... Każdy, kto twierdzi, że polska liga obniżyła loty w ostatnich latach niech sobie rozważy, jakie miejsce zajęłaby taka ekipa w tym sezonie. A wtedy była siódma w Polsce. 2. Idąc dalej tropem liczb... A jak tam było z mistrzami ostatnio w słupskiej Twierdzy Gryfia? Z Prokomem udało się wygrać po raz ostatni w sezonie 2003/2004, ale wtedy to właśnie sopocianie kroczyli po swój pierwszy tytuł. I w tamtym właśnie sezonie udało się wygrać po raz ostatni z aktualnym mistrzem. Anwil Włocławek padł w Gryfii 69:68. Pora z tym skończyć, nie sądzicie? 3. O co walczymy? To jest trudne pytanie, bo choć do końca sezonu zasadniczego tylko dwie kolejki, to kombinacji jest mnóstwo. Od miejsca drugiego do trzynastego wszystko jest możliwe. A dla nas? Przy dwóch wygranych i odpowiednich wynikach w innych halach możemy skończyć sezon na czwartym miejscu i grać o Puchar Polski. Możemy być też na miejscu piątym lub szóstym. Przy jednym zwycięstwie pozostaje szóste lub siódme miejsce. Przy dwóch porażkach w najlepszym wypadku będziemy na siódmej lokacie, a najpewniej skończy się na ósmej. Czy jest o co walczyć w meczu z Asseco Prokomem? Na pewno jest. I oby mobilizacja na każdym froncie była z nami. 4. Reszta ligi ogólnie rzecz biorąc mnie średnio w tym momencie interesuje. Mamy tę dobrą i komfortową sytuację, że realizacja celów zależy głównie od nas. Mówię o miejscu minimum szóstym, otwierającym możliwości w play-off, z których później po prostu trzeba będzie skorzystać. Jest prosta sprawa - wygrywamy dwa mecze, mamy co najmniej szóste. Czy będziemy wyżej, co także nam w niczym oczywiście nie zaszkodzi, zależy już od innych i na żadne rozwiązanie nie będziemy się żalić. To samo dotyczy przeciwnika w pre-play-off. Wygrywamy, jesteśmy przygotowani, mamy moc, więc naprawdę nie widzę powodu, żeby przejmować się zespołami, które przegrały w sezonie więcej meczów niż wygrały. Nie zgadzam się na kombinowanie, z kim grać, a z kim nie. Niech oni się nami martwią. Szacunek dla nich - tak! Obawa - kompletnie nie. I jeszcze o realizacji celów. Kiedy 1 stycznia przystępowaliśmy do nowego etapu pracy, z nowym składem, nowymi siłami witalnymi i nowymi koncepcjami trenera, mieliśmy bilans 7-8. Wtedy mówiłem i pisałem, że celem na koniec sezonu zasadniczego jest bilans co najmniej 14-12, co powinno dać miejsce w szóstce. Teraz wiemy, że taki bilans może dać nawet miejsce ósme, ale taki bilans już teraz mamy zapewniony. Fakt jest faktem, że wygraliśmy 7 z ostatnich 9 meczów. I z tego można być zadowolonym. 5. Ostatnie mecze pokazały, że całkiem nieźle opanowaliśmy to, co może być naszą siłą. Mówię o przygotowaniu do meczu, rozegraniu taktyki, realizacji założeń i dbaniu o tak zwaną kulturę gry. Owszem, nasi zawodnicy nie wyglądają czasami na najlepszych na boisku. Owszem, Michael Ansley jest wielki. Ale to my wygraliśmy, grając bez najlepszego strzelca. Mieliśmy tylko trzy straty. Narzuciliśmy nasze warunki gry i kontrolowaliśmy wynik. Myślę, że najlepiej to było widać w meczu z Polonią, ale także i w poprzednich. Taka sytuacja daje pewne zaufanie między trenerem a zespołem (obustronne!), buduje pozytywne relacje i pokazuje, którędy droga. Mam nadzieję, że nie uspokaja! Bo mobilizacja i energia będzie nam bardzo potrzebna teraz w każdym meczu do końca sezonu. A może właśnie energii (nie Energi na pewno!) nieco nam brakowało w ostatni poniedziałek. Wracając jeszcze do meczu z Polonią, były pewne nerwy na boisku i stąd zapewne osiem (liczba sprawdzona) przestrzelonych rzutów w sytuacjach stuprocentowych oraz 11 zmarnowanych wolnych. Co będzie, kiedy opanujemy nerwy i te rzuty trafimy? Oby te rzuty wpadały do kosza w sobotę. I wierzę, że tak właśnie będzie. 6. Kiedy wróci do gry Mateo Kedzo? Spoooookooojnie. Nie ma potrzeby się spieszyć. Mateo jest bardzo ważnym naszym zawodnikiem, ale właśnie dlatego trzeba na Chorwata dmuchać i chuchać. Przyda się w najważniejszych meczach sezonu. Jest szansa, że wystąpi w meczu za tydzień, jakikolwiek to mecz będzie. I oby tak się stało. Na razie pracowicie spędza czas na siłowni, a dzisiaj wrócił do zajęć ruchowych. A więc - Panie i Panowie - zaczynamy! Finisz maksymalny sezonu zasadniczego, a później - mam nadzieję - mnóstwo meczów co kilka dni, które dadzą nam wszystkim satysfakcję i radość. Do przychodzenia na Gryfię nikogo nie muszę w najbliższych dniach przekonywać - raport z kasy biletowej wystarczył, żebym był zorientowany w sytuacji. Dajmy czadu! PS. Julianka już z nami! Jak widać na zdjęciu obok, dziękujemy Łukaszowi Caparowi. Jest najlepiej! Pierwsze przejawy zainteresowania koszykówką już zostały zaobserwowane...
PS2. A od niedzieli można się zająć meczem środowym... :) 19:00:06, adrom , Komentarze (7) sobota, 14 luty 2009 Luźne myśli przed Anwilem Nasz trener Gasper Okorn to magik. Nie dość, że - jak donosi Głos Pomorza, czyli to musi być prawda - to prawdziwe trenerskie ciacho, które oczarowało wiele kobiet (w tym także niejaką Romańską - jak to się stało?), to jeszcze umie przewidzieć przyszłość. Po meczu ze Zniczem Jarosław, jak wiadomo się skończyło 107:95, Gasper powiedział mi, że czeka na mecz, w którym wygra 62:60 i to będzie wreszcie dobry mecz. I że coś czuje, że to może być mecz w Kołobrzegu. No i udało się. Było dokładnie 64:62, więc blisko. Dobry mecz w obronie, średni w ataku, ale przede wszystkim przekroczenie granicy niemocy na wyjeździe w walce z mocnym rywalem. Przed nami na wyjazdach już tylko Górnik, a później play-off (w tym pre-), więc taki mecz był podwójnie ważny. Względność w koszykówce jest niesamowita. Wszędzie można poczytać o tym, jak to Kotwica źle zagrała z nami, jak to błędy szkolne robiła. I dobrze, niech taka opinia pójdzie, że w meczach z nami po prostu rywale mają pecha. Oby jak najdłużej. Warto zwrócić uwagę, że w ostatnich meczach zaczynamy wreszcie realizować się w potencjale, który mamy w zespole. Ten proces, dla kogoś kto obserwuje zespół na bieżąco, musi trwać, ale musi też kiedyś przynieść owoce. Porozumienie między zawodnikami a trenerem, a także wewnątrz zespołu - to się rodzi powoli. Gasper Okorn, jako człowiek czasami nawet nadambitny, próbuje stosować taktykę na poziomie Euroligi, zwłaszcza w defensywie, co nie zawsze przynosi powodzenie. W końcu nie mamy w zespole zbyt wielu euroligowych koszykarzy... Ale z czasem te jego pomysły są coraz bardziej widoczne w grze naszego zespołu. I teraz właśnie ich przełożenie na grę zespołu jest najbardziej potrzebne. Anwil Włocławek, a później, po przerwie, trzy arcykluczowe mecze u siebie na koniec sezonu - kolejno Polonia, Prokom i AZS. Wiele się może zdarzyć... Anwil Włocławek - w niedzielę o godzinie 18.40 - to będzie test ogromniasty. Anwil gra świetnie i ma świetnych koszykarzy. Zatrzymanie Andrzeja Pluty, Łukasza Koszarka, Tommyego Adamsa i ich kolegów będzie bardzo trudne, ale wiele pracy zostało wykonane, żeby tak się stało. Zobaczymy na boisku. W tym meczu każdy wynik jest możliwy, od plus 20 do minus 20, to chyba jasne. Ale z pomocą Gryfii to wygramy! Do zobaczenia w hali! PS. W sprawie nowego logo toczą się żywe dyskusje. Moje trzy grosze, jeśli można. Tworzenie logotypu i identyfikacji wizualnej klubu sportowego to nie jest łatwy i bezkosztowy proces, zajmują się tym fachowcy. Dzięki naszemu sponsorowi te sprawy stały się prostsze i myślę, że warto w tym temacie - parafrazując - oddać sponsorowi co sponsorskie. Temat barw klubowych jest ważny, ale ich brak - jak sądzę - będzie nadrabiany w innych elementach identyfikacyjnych. Mi osobiście się nowe logo podoba, a jego wielkim atutem jest prostota, która wraca do tego typu znaków.
PS2. Sobotni Głos Pomorza podał dwie sensacyjne informacje. Pierwszą, że w opracowaniu taktyki na mecz z Anwilem pomagał naszym trenerom Tomas Pacesas. Nieprawda i nawet chyba nie potrzeba komentarza. Drugą, że Omar Barlett dostaje jakąś pensję z Anwilu (??) i były wątpliwości, czy zagra w meczu z włocławianami. Też nieprawda. Przy rozwiązywaniu kontraktu z Anwilem Barlett otrzymał jakieś pieniądze w zamian za zgodę na rezygnację z realizowania umowy do końca sezonu (nie mamy w klubie pojęcia, o jaką sumę może chodzić) i kontrakt rozwiązano. Omar otrzymał dokument, że nie ma żadnych zobowiązań wobec klubu Anwil i wice wersa. Tylko z takim zawodnikiem mogliśmy podpisać kontrakt. Skąd takie informacje - trudno dociec. 21:50:12, adrom , Komentarze (5) wtorek, 3 luty 2009 Leończyk zostaje !!! Informacja obiegła koszykarską Polskę lotem błyskawicy - Czarni zwariowali i oddają Pawła Leończyka do Polpharmy Starogard. News miał podparcie źródłowe - tak doniósł prestiżowy serwis eurobasket.com. Nic tylko się załamać, skoro tracimy ważnego zawodnika i jednego z najlepszych młodzieżowców w lidze. Dla krytyków naszych poczynań mam kiepską informację - to nieprawda. Paweł oczywiście normalnie trenuje z naszym zespołem, nigdzie się nie wybiera, chyba, że na sobotni mecz z Kotwicą w Kołobrzegu. Razem z agentem Pawła szybko zrobiliśmy małą akcją mającą na celu sprostowanie informacji, a przy okazji dowiedzenie się, o ssssooo chodzi. I okazało się, że wyjaśnienie jest proste. W ostatnim tygodniu graliśmy w Starogardzie mecz z Polpharmą i na jednym z portali ukazał się tekst pod tytułem Paweł Leończyk: Przyjemny powrót do Starogardu. Jakiś spryciarz w eurobasket.com, najprawdopodobniej korzystający z translatora, przetłumaczył sobie nagłówki z serwisu i wyszło mu, że Leończyk wraca do Starogardu... I tak to właśnie news poszedł w świat. Na szczęście wszystko u nas normalnie, po staremu. No, może tylko dużo lepiej zagramy w obronie w najbliższym meczu. Oby! 13:04:19, adrom , Komentarze (2) ![]() ![]() | ||||||||||||
































